koki upięcia wieczorowe

O mnie - Smaczne, zdrowe... wyroby domowe

Temat: Fryzjerzy, kosmetyczki - adresy

Interesuje mnie Wasza opinia na temat salonu urody "Margot" - zajmuja się tam fryzjerstwem damskim i męskim, kosmetyką, paznokciami a także mają solarium. Salon mieści się na ul. Gorkiego 24 na Widzewie, w pobliżu Ronda Inwalidów (na dole takiego żółtego wierzowca). Zastanawiam się, czy któraś z Was może korzystała z ich usług? jeśli tak,
to bardzo proszę o opinię. Mieszkam w pobliżu i zastanawiam się czy się tam nie zapisać.

Przy okazji robienia henny, dostałam od nich wizytówkę, jeśli chodzi o ceny to zwykłe upięcie 50-60zł, kok 70-80zł, makijaż 45-50zł (próbne chyba w tych samych cenach).

Będę wdzięczna za jakiekolwiek uwagi


Robiłam niedawno makijaż w "Margot". Byłam bardzo zadowolona. Makijaż wieczorowy, ładnie podreślone oczy i kości policzkowe. Kosmetyczka też bardzo sympatyczna. Osobiście polecam.
Źródło: forum.wesele-lodz.pl/viewtopic.php?t=217



Temat: All I Need.... [K] [29/29] [Z]
No to dochodzimy do części chyba oczekiwanej...
Wiem, że nie jest to długa notka ale mam nadzieję, że przypadnie do wam do gustu.
Dziękuję za poprzednie komentarze

Chapter 24

Brennan przyglądała się swojemu odbiciu w lustrze. Miała na sobie czarną, dopasowaną suknię bez ramiączek. Długie, rubinowe kolczyki mieniły się przy każdym ruchu, a zwykle rozpuszczone włosy zostały upięte w prosty, ale efektownie wyglądający kok.
- Bren, wyglądasz zjawiskowo – obok antropolog pojawiła się Angela. To ona stanowiła ratunek w takich sytuacjach i to właśnie ją Temperance poprosiła o pomoc w przygotowaniu się do balu, bo kto jak kto, ale jej przyjaciółka miała doskonałe wyczucie stylu – Booth padnie, kiedy Cię zobaczy.
Bones spojrzała na artystkę.
- Booth nie jest typem mężczyzny, który zwracałby uwagę tylko na wygląd....
- Słonko, Seeley to facet, a facet równa się wzrokowiec.
Bones uśmiechnęła się.
- Owiniesz go sobie wokół palca. W takim stroju nikt Ci się nie oprze. A poza tym na pewno będziesz się dobrze bawić – powiedziała Montenegro.
- Ja nie idę się bawić tylko pracować. Mam wraz z Booth'em zadanie, które musimy wykonać...
- Ale to zadanie polega na tym, że musicie wtopić się w tłum, a wiesz, co jak co ale stanie jak kołek na środku parkietu to nie najlepsza metoda.
Temperance chciała wyrazić swoje zdanie, lecz w tym momencie zabrzmiał dzwonek.
- Twój partner przyszedł – powiedziała artystka i z uśmiechem wyszła z sypialni, by otworzyć drzwi. Nie pomyliła się – Witaj Booth, uuuu... łaa....
- Co się stało? - zapytał zaskoczony agent zauważając wzrok Angeli utkwiony w nim.
- Hmmm... zawsze wyglądałeś dobrze w garniturze, ale tym razem przeszedłeś samego siebie – skomentowała Angela. Miała rację. Czarny garnitur doskonale ''leżał'' na agencie federalnym, a śnieżnobiała koszula aż raziła swoim blaskiem. Dopełnienie stanowił ciemno-bordowy krawat i eleganckie buty.
- Jest dobrze? - zapytał Seeley na co Montenegro pokiwała głową z uznaniem.
- Ale poczekaj aż zobaczysz Tempe...
Booth wszedł do salonu.
- Gdzie jest Bones?
- W sypialni. Tempe! - krzyknęła Angela. Po chwili niepewnym krokiem do salonu weszła Brennan. Booth oniemiał. Jego partnerka wyglądała przepięknie. Z dala od Instytutu i laboratoryjnego fartucha w wieczorowej kreacji wyglądała jak bogini. Wpatrywał się w nią jak zahipnotyzowany, niezdolny do wypowiedzenia prostego słowa. Angela natomiast tylko się uśmiechnęła i pomyślała: ''Nie zwraca uwagi na wygląd? Jasne...''
Bones nie wiedziała co o tym wszystkim myśleć. Jej partner stał niczym kamienne rzeźby z wykopalisk i nic nie mówił. ''Nie podoba mu się sukienka?'' przeszło jej przez myśl.
- Tmperance, wyglądasz ślicznie – powiedział w końcu Booth, a Brennan poczuła jak olbrzymi ciężar spadł jej z serca. Ale czemu aż tak bardzo pragnęła jego akceptacji? Dlaczego?
- Dziękuję – odpowiedziała – Ty też dobrze się prezentujesz.
Seeley od razu przybrał dumną pozę.
- Gotowa?
Bones przytaknęła.
- Czy zatem można panią prosić? - Booth wystawił swoje ramię.
- Oczywiście – Tempe wzięła swój płaszcz i podała rękę swojemu partnerowi.

Booth i Bones jechali w specjalnie na tą okazję wynajętym Lexusie. Seeley jak zwykle prowadził.
- Wiesz jak się nazywamy? - zapytał agent kiedy zatrzymał się parę przecznic przed celem podróży. Chciał mieć pewność, że wszystko jest jasne i nie będzie żadnych problemów.
- John i Claire Maxwell. Jesteśmy małżeństwem....
- Właśnie! Zapomniałbym.... - Seeley zaczął przeszukiwać kieszenie swojej marynarki. Po chwili wyjął z jednej z nich małe pudełeczko.
- Co to jest?
- Obrączki – Booth otworzył puzderko i na granatowej wyściółce Bones zobaczyła dwa złote krążki – Mogę? - agent wziął mniejszy z nich i ujął dłoń Brennan. Czuł się dziwnie wsuwając na jej smukły palec tak znaczący symbol, który w tym przypadku był tylko rekwizytem – Pasuje?
- Tak – Tempe przyjrzała się obrączce na swoim palcu.
- To teraz moja...
- Poczekaj – przerwała mu antropolog i wzięła obrączkę przeznaczoną dla Seeley'a – Ja to zrobię.
Ostrożnie wsunęła kążek na palec agenta.
- Jak na prawdziwym ślubie – powiedział.
- Ślub to tylko umowa, nic więcej...
- Nieprawda Bones.
- Jaki jest sens w przysięganiu sobie miłości przed tłumem osób. Czy nie wystarczy tylko przekonanie, że druga osoba nas kocha? Po co to całe zamieszanie z kwiatami, księżmi... Wiem, że myślisz inaczej, ale spójrz na to z naukowej strony. Wiązanie się z jednym partnerem na całe życie nie sprzyja rozwojowi gatunku, jest bezsensowną umową ograniczającą dwoje ludzi....
- Tempe, wierz mi, że na pewno spotkasz taką osobę, z którą będziesz chciała zawrzeć taką ''umowę'' – odparł Booth. Brennan spojrzała na niego lecz nic nie odpowiedziała – No ale chyba powinniśmy już jechać. Bal już się rozpoczął – powiedział Seeley i uruchomił silnik.

Wjeżdżając na teren posiadłości Petera Dorbaczenki, partnerzy nie spodziewali się, że będzie ona aż tak olbrzymia.
- Jezu Bones, wiesz ile tu musi być hektarów.... - powiedział Booth szeptem kiedy zaparkował na podjeździe obok innych luksusowych aut. Pomysł z wynajęciem Lexusa okazał się strzałem w dziesiątkę. Czarny wóz niczym nie ustępował stojącym obok Maybachom i Mercedesom.
- Nie dziw się tak, to miliarder. Stać go na takie rzeczy – odparła Brennan.
- Wiem, ale to i tak przekracza granice mojej wyobraźni – agent wysiadł z samochodu i poszedł otworzyć drzwi swojej partnerce. Chwilę potem wchodzili już po marmurowych schodach do wnętrza domu, a wręcz pałacu. Po obu stronach ustawione były lampiony rzucające nikłe światło. Seeley cały czas kręcił głową z niedowierzaniem.
- Przypominam, że teoretycznie mamy taką posiadłość w Los Angeles, więc nie pozwól by Twoja mina nas zdemaskowała – szepnęła Temperance.
- Ależ oczywiście moja droga Claire – odpowiedział jej uśmiechem – Mamy taką willę w L.A. A w Waszyngtonie mieszkamy w penthausie, który ostatnio kupiliśmy... I dziwnym zbiegiem okoliczności należał on do Bronsona.
- Dokładnie.
- Co nie zmienia faktu, że jestem ciekaw czy coś znajdziemy...
- John, właśnie po to tu przyszliśmy – odparła Brennan.
- Masz całkowitą rację kochanie, zatem wtopmy się w tłum – Bones i Booth pewnym krokiem weszli na salę bankietową.

C.D.N.
Źródło: bonesfan.pl/board/viewtopic.php?t=273




 

Powered by WordPress dla [O mnie - Smaczne, zdrowe... wyroby domowe]. Design by Free WordPress Themes.