grunty rolne sprzedaż Śląsk

O mnie - Smaczne, zdrowe... wyroby domowe

Temat: WROCłAW - OBORNIKI SLASKIE DZIALKE SPRZEDAM
Do sprzedania działka przy granicy obornik śląskich. Wieś Lubnów, teren suchy z lasem iglastym, we wsi jest wodociąg w planach na ten rok jest budowa kanalizacji.
Działka o powierzchni 1ha cena za mkw. 72 zł..okolica o nieodpartym uroku. Bardzo dobry dojazd doskonałe sąsiedztwo (praktycznie sami ludzie z Wrocławia. Czas dojazdu z centrum Wrocławia 17 minut.)
Po wybudowaniu obwodnicy wrocławskiej około ośmiu minut. Idealne miejsce do zamieszkania dla ludzi pracujących we Wrocławiu.
Status ziemi – rolna, lecz w studium planu zagospodarowania przestrzennego
grunt ujęty jako działka budowlana.
Jeżeli mają państwo więcej pytań udzielę wyczerpujących informacji pod nimerem telefonu: 504-483-559
Źródło: forum.muratordom.pl/showthread.php?t=108769



Temat: Ważność aktu notarialnego wobec "specbudowy"?POMOCY!
Ważność aktu notarialnego wobec "specbudowy"?POMOCY!
  Witam mieszkam w małym mieście na Śląsku w domu jednorodzinnym posiadającym działkę o pow. 1 ha. Kilka miesięcy temu w skutek tego iż dom ten leży na trasie zaplanowanej obwodnicy miasta dom został od mojej rodziny wraz z większa częścią gruntów wykupiony przez Urząd Miasta przy czym sporządzony został akt notarialny. Na pozostawionej nam części gruntu budujemy budynek usługowo-mieszkalny, ojciec prowadzi gospodarstwo rolne do czego wykorzystujemy także sprzedany dom i grunty. W sporządzonym akcie notarialnym oprócz ogólnych warunków sprzedaży nieruchomości zawarte są także warunku jej przekazania. Warunki przekazania mówią, że mam czas do 23 sierpnia tego roku żeby oddać wywłaszczoną nieruchomość pod budowę drogi. Tymczasem niedawno wezwał nas prezydent miasta i zakomunikował nam że do pierwszego marca w skutek tego, że firma która wygrała przetarg na budowę obwodnicy zażądała o wiele szybszego wejścia na teren budowy musimy się wynieść, a on zagwarantuje nam jakieś lokale zastępcze. Na chwile obecną nie wiem co mam robić.Na budowie prąd i wodę pobieramy z domu w którym jeszcze mieszkamy, po wyniesieniu się z domu i jego zburzeniu przez firmę budująca obwodnice nasza budowa będzie terenem nieogrodzonym, bez nadzoru, prądu, wody, a ojciec już teraz utraci dochody z działalności rolniczej. Na nasz argument o tym, że przecież my nic nie musimy bo mamy podpisany akt notarialny pan wiceprezydent miasta odparł że w tej sytuacji kiedy mamy do czynienia jak to określił ze "spec-budową" gdzie wykonawca drogi zarządzał szybszego terminu wejścia na plac budowy coś takiego jak nasza podpisana umowa w postaci aktu notarialnego traci ważność, i że on to wie bo jest prawnikiem.
Nie wiem co mam robić. Czy umowa naprawdę traci ważność? Czy możemy żądać rekompensaty i zadośćuczynienia za straty?
POZDRAWIAM I PILNIE PROSZĘ O POMOC.
Źródło: forumprawne.org/showthread.php?t=98159


Temat: W mojej wsi winnice
Gorzyce chcą przyciągnąć turystów winem. Projekt wspiera Unia Europejska. - Gmina rolnicza, klimat łagodny, nasłonecznione pola na południowo-zachodnich zboczach. Mamy odpowiednie warunki do uprawy winorośli - mówi Justyna Markiewicz, kierownik referatu rolnictwa w gorzyckim Urzędzie Gminy.
- A źródła historyczne podają, że kiedyś w Gorzycach rozwijało się winiarstwo - dodaje Markiewicz.

Do dziś winorośl pnie się w przydomowych ogródkach. U Stanisława Blokesza w Turzy Śląskiej od 40 lat. 12 krzaków rodzi owoc na 60-litrowych butelek rocznie. Blokesz, ślusarz na emeryturze, pędzi wino w komórce. - To hobby męża - mówi Maria Blokesz.

Urzędnicy postanowili połączyć przyjemne z pożytecznym. Wspólnie z czeskim stowarzyszeniem Quantum z Ostrawy stworzyli projekt "Winnice na Górnym Śląsku" i dostali dofinansowanie z Unii.

Na początku czerwca Roman Myśliwiec, prezes Polskiego Instytutu Winorośli i Win, przeprowadził dwudniowe szkolenie z uprawy i pielęgnacji. Zgłosiło się 150 chętnych. Głównie emeryci, każdy ma kawałek gruntu. We wrześniu pojadą na Morawy zobaczyć, jak to wygląda w praktyce. Zwiedzą winiarskie gospodarstwa i zakłady przetwórstwa oraz małe lokale gastronomiczne, w których podaje się wino.

Blokesz stawia swoje wyroby na rodzinnych uroczystościach i rozdaje sąsiadom. Nie sprzedaje. - Nie wolno - tłumaczy Markiewicz.

- Do konsumpcji podawać można - mówi. Ma wizję, że w gminie powstaną gospodarstwa agroturystyczne z domowym winem w menu. Winnice przyciągną do Gorzyc turystów.

- Szampanii tu nie będzie, nie ma co się oszukiwać - ucina Józef Burszyk, który w Bełsznicy prowadzi restaurację z daniami regionalnymi. Ale już przymierza się do ekspertyzy gleby i może jesienią zasadzi pierwsze krzaki winogron. - Szkolenie otworzyło mi oczy. Czechom się udało, to i my mamy szansę.

Założenie 10-arowej plantacji kosztuje od 4 do 7 tys. zł. Taka szacunkowa kwota padła na szkoleniu. Blokesz się nie wystraszył, nawóz ma za darmo od kur. - Najlepszy, bo nie trzeba dodawać wapnia - mówi. Bardziej go przeraża koszt produkcji wina. Na jedną butelkę trzeba wydać 6 zł. Na korkach i etykietach da się zaoszczędzić, ale jedna pozycja jest niepodważalna: akcyza. Złotówka od butelki.

Markiewicz przyznaje, że podatek zniechęca domowych producentów. - Mogą się starać o dopłaty z Unii - pociesza.

Zniechęcają również przepisy, którymi obwarowana jest sprzedaż wina. Coroczne zgłoszenia, rejestry, kontrole, w dodatku jeszcze nieokreślone w szczegółach. Mają być wyjaśnione w broszurce, której wydanie jest ostatnim punktem projektu polsko-czeskiego.

Bronisław Cykowski, który uprawia winorośl w Olzie, nie przekonał się. - Może to by się udało w innym regionie Polski. Bo jak tu nauczyć górników wino pić?
Gazeta wyborcza
Źródło: dobreforum.pl/przemo/viewtopic.php?t=7779


Temat: ABW ma wyjaśnić, czy parafie wyłudziły ziemię
ABW ma wyjaśnić, czy parafie wyłudziły ziemię
POLSKA
Marcin Rybak
2008-08-27 08:15:02, aktualizacja: 2008-08-28 18:04:53

Grunty warte co najmniej trzy miliony złotych bezprawnie przekazali parafiom katolickim urzędnicy dolnośląskiego wojewody.
Decyzje urzędników można jeszcze uchylić, ale gruntów odzyskać się nie da. Zanim sprawa wyszła na jaw, Kościół sprzedał je prywatnym inwestorom.

Prokuratura Krajowa i ABW prowadzą śledztwo w tej sprawie. Mechanizm wyłudzenia był prosty. Ziemię przekazywano za darmo na podstawie przepisów uprawniających Kościół do rekompensaty za majątek zabrany w czasach komunistycznych.

Każda parafia na Dolnym Śląsku może dostać maksymalnie 15 ha gruntów rolnych. Okazało się, że od 2002 do 2004 roku 46 parafii - głównie podległych kurii w Legnicy - wystąpiło i dostało grunty dwa, a nawet trzy razy. W ciągu kilku miesięcy otrzymały one od 28 do 44 ha.

Śledztwo ma wyjaśnić, kto podpisywał te decyzje i dlaczego parafie występowały o rekompensatę kilkakrotnie. W połowie sierpnia w Dolnośląskim Urzędzie Wojewódzkim pojawili się funkcjonariusze ABW i zabrali dokumenty związane ze sprawą.

Zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa złożył w prokuraturze jeszcze w 2006 roku ówczesny wojewoda Krzysztof Grzelczyk z PiS. Wśród osób winnych przekrętu wskazał kanclerza legnickiej kurii ks. Józefa Lisowskiego. W zawiadomieniu zarzucił kanclerzowi oszustwo na szkodę Skarbu Państwa.

Ksiądz Lisowski, z którym "Polska" rozmawiała wczoraj, twierdzi, że o śledztwie i zawiadomieniu sprzed dwóch lat w ogóle nie słyszał. Dodaje, że żadnych oszustw nie popełnił. Proboszczowie, do których wczoraj udało się nam dotrzeć, zgodnie mówią, że tereny uzyskane od Skarbu Państwa natychmiast przekazali legnickiej kurii.

Ta decyzją kanclerza Lisowskiego sprzedała je. Kilkaset hektarów kupiła warszawska spółka deweloperska Capital Part 4. Ziemię kupili też polski przedsiębiorca zamieszkały w Essen Gustaw Brzyszcz oraz mieszkaniec dolnośląskiej Ścinawy Piotr Trzciński.

Wszystkie nieprawidłowe decyzje przygotowywał w urzędzie wojewódzkim Rafał Ziglewski, dziś pracujący jako adwokat. Był w tej sprawie przesłuchiwany w ABW w lutym tego roku. Twierdzi, że o zawiadomieniu byłego wojewody Grzelczyka dowiedział się od nas. Zapewnia, że o parafiach, które dostawały więcej ziemi, niż powinny, nic nie wie. - Jeśli tak było, to tylko przez przeoczenie, i jest to efekt złej organizacji w urzędzie, przeciążenia pracą i często psujących się komputerów - twierdzi Ziglewski.
Jak to się stało, że Dolnośląski Urząd Wojewódzki podarował Kościołowi ok. 500 ha, których dziś nie da się odzyskać? 46 parafii dostało grunty podwójnie. Zamiast 15 otrzymały od 28 do 44 hektarów. Dwa tygodnie temu funkcjonariusze ABW zabrali z urzędu dokumenty związane z tą sprawą. Śledztwo prowadzone jest przez ABW i wrocławski wydział Prokuratury Krajowej. Jako domniemany oszust wymieniany jest w zawiadomieniu do prokuratury legnicki kanclerz ks. Józef Lisowski. Zawiadomienia złożył w 2006 roku Krzysztof Grzelczyk z PiS.

- Podwójnie przyznawane ziemie parafiom? Nic nie wiem - twierdzi ks. Lisowski. Przekonuje, że wszystko działo się zgodnie z prawem, a on oszustwa się nie dopuścił. - Może w Urzędzie Wojewódzkim były błędy? - zastanawia się.

Według niego pieniądze zarobione na sprzedaży gruntów przekazanych Kościołowi przez Skarb Państwa zostały przeznaczone na renowację zabytkowej bazyliki w Krzeszowie w powiecie kamiennogórskim.

Zgodnie z przepisami Kościół może uzyskiwać od Skarbu Państwa rekompensatę majątku zabranego mu w czasach rządów komunistycznych. Na ziemiach zachodnich i północnych każda katolicka parafia może dostać za darmo nie więcej niż 15 ha gruntów rolnych. Ziemię przekazuje Agencja Nieruchomości Rolnych, a decyzję o jej przyznaniu wydaje wojewoda.

Rekordzistka - parafia z Porajowa spod Zgorzelca - od marca do grudnia 2003 roku po trzech różnych decyzjach dostała w sumie 44 ha. Jedna z nich została uchylona w 2004 roku, ale grunt do Skarbu Państwa nie wrócił. W lutym 2005 roku jego właścicielem stał się Gustaw Bryszcz, obywatel Polski i Niemiec na stałe zamieszkały w Essen. Ks. Zbigniew Korab, proboszcz z Porajowa, nic nie wie o tej sprawie. Objął parafię dopiero dwa miesiące temu. Jego poprzednik ksiądz Andrzej Burdziak był wczoraj nieuchwytny.

Proboszcz legnickiej parafii św. Jadwigi Śląskiej ks. Ryszard Pita nie chciał rozmawiać o przekazanych parafii w 2003 roku 28 ha. Inni proboszczowie mówią, że grunty Skarbu Państwa od razu przekazali legnickiej kurii.
Rafał Ziglewski, urzędnik, który przygotowywał wszystkie podwójne decyzje od połowy 2006 roku, nie pracuje już w Urzędzie Wojewódzkim. Był zszokowany informacją, że Krzysztof Grzelczyk w zawiadomieniu do prokuratury zarzucił mu przestępstwo. Zapewnił, że nie czuje się winny złamania prawa. Jest pewien, że cała sprawa to wynik pomyłki spowodowanej złą organizacją pracy w Urzędzie Wojewódzkim.

- Zanim przyszedłem do urzędu, sprawą gruntów kościelnych zajmowało się kilka osób - opowiada Rafał Ziglewski. - Po moim odejściu znowu te sprawy powierzono kilku urzędnikom. Ja działałem sam. Prowadziłem jednocześnie kilkadziesiąt spraw, na fatalnym sprzęcie. Komputer co chwilę się zawieszał. Nie miałem czasu, żeby usiąść na 10 sekund, nie mówiąc już o zaadresowaniu koperty z pismem.

Na dodatek bardzo wiele parafii z różnych miejscowości nazywa się podobnie.
Według niego żaden z kolejnych dolnośląskich wojewodów nie miał kontroli nad ziemią przekazywaną parafiom.

Współpraca: Tomasz Woźniak
[/b]
Źródło: haloooo.com/forum/viewtopic.php?t=2101


Temat: Czy opłaca się kupować ziemię rolną?
Ziemia sprzedaje się dobrze, ale boomu nie ma. Bo nie każda inwestycja w grunt jest równie opłacalna. Przekonali się o tym ci, którzy kupili kawał roli pod inwestycję, a teraz nie mogą jej odrolnić.

Z danych GUS wynika, że w pierwszym półroczu tego roku ziemia podrożała średnio o 15 proc. To więcej niż w całym ubiegłym roku.

W transakcjach między rolnikami hektar pola kosztuje przeciętnie ponad 6,6 tys. zł. W zeszłym roku średnia cena nie przekraczała 5,8 tys. zł.

Najdrożej jest w Małopolsce - za hektar ziemi trzeba tu zapłacić średnio prawie 10 tys. zł. W Wielkopolsce - ponad 8,5 tys. zł, na Śląsku - przeszło 8 tys. zł, w województwie mazowieckim 7,8 tys. zł, a w kujawsko-pomorskim 7,5 tys. zł.

Grunty z zasobów Agencji Nieruchomości Rolnych, największego obszarnika w Polsce (zarządza 3300 tys. ha) są tańsze. Średnia cena za hektar w II kwartale tego roku to niespełna 4,3 tys. zł. W porównaniu z 2003 r. wzrosła o 540 zł.

Agencja informuje, że najwyższe ceny na przetargach osiągają grunty w okolicach Warszawy (ponad 12 tys. zł za 1 ha), Poznania (7,9 tys. zł) i Opola (6 tys. zł), najniższe zaś w rejonie Suwałk (2,8 tys. zł) oraz Koszalina (3,4 tys. zł). Najszybciej drożeją grunty słabe, piaszczyste. To dlatego, że łatwiej i taniej je odrolnić. Z najlepszymi gruntami - klasy I-III - sprawa jest trudniejsza. Są pod dozorem ministra rolnictwa.

Choć wartość ziemi stale rośnie, to jednak daleko nam do poziomu cen starych krajów Unii Europejskiej. W Holandii i Belgii trzeba zapłacić za hektar ponad 20 razy więcej niż w Polsce. (patrz ramka).

Hektar hektarowi nierówny

Średnie stawki nijak się mają do cen transakcyjnych. Dobra ziemia w okolicach Warszawy kosztuje nawet 25 tys. zł za 1 ha. Mimo wysokich cen rolnicy nie chcą się pozbywać swoich gospodarstw, bo liczą na dopłaty z unijnego budżetu. Głęboko też jest zakorzeniony pogląd, że "ziemia jeść nie woła". Uprawiana czy ugorowana nie traci na wartości.

Żeby kupić taniej, trzeba się wybrać na północ Polski, w rejon Warmii i Mazur. Włodzimierz Nalazek z Biura Obrotu Nieruchomościami "Immobilia" w Olsztynie podaje, że 33-hektarowe gospodarstwo rolne w Dercu w gminie Jeziorany z domem o powierzchni 140 m kw. i zabudowaniami gospodarczymi w dobrym stanie kosztuje 250 tys. zł. Za siedlisko w Żardenikach koło Jezioran o powierzchni 3,3 tys. m kw. z poniemieckim domem do remontu trzeba zapłacić 32 tys. zł. Średnia cena 1 ha ziemi waha się od 4 do 6 tys. zł. Może być wyższa, jeśli parcela ma dostęp do jeziora albo lasu.

Klienci mazursko-warmińskich agencji nieruchomości pochodzą głównie z Mazowsza i Śląska. Niektórzy kupują na własne potrzeby, inni - z myślą o zarobku. Nie brakuje też chętnych z zagranicy, ale cudzoziemcowi niełatwo kupić polską ziemię.

Tylko dla spekulantów

Dużo i szybko można zarobić na gruncie, o którym wiadomo, że w najbliższym czasie zostanie przeznaczony na cele komercyjne. Jeśli do tego leży w dobrym punkcie - w pobliżu arterii komunikacyjnych i dużych aglomeracji miejskich - zysk jest niemal murowany.

Przykładem ekstra inwestycji jest podwarszawski Mszczonów. Po tym, jak wybudowano tam największe centrum magazynowe w naszej części Europy, cena gruntu wzrosła aż 13-krotnie! Podobnie było w Jankach. Wejście takich gigantów handlu, jak Idea czy Praktiker, spowodowało, że stawka za ziemię skoczyła z kilku do kilkudziesięciu dolarów za metr kwadratowy.

Przykłady można mnożyć. W Tarnowie Podgórnym pod Poznaniem przyjazna inwestorom polityka gminy sprawiła, że jak grzyby po deszczu zaczęły wyrastać hale magazynowe, przemysłowe i handlowe. Właściciele ziemi z dnia na dzień stali się krezusami. W Bielanach Wrocławskich (szybko rozwijającej się miejscowości na południe od Wrocławia) ceny gruntu skoczyły z 12 do 40 dol. za m kw., a w okolicach Łodzi (centra logistyczne) - do 20-30 dol. za m kw.

Prawo pierwokupu

Jeśli ziemię rolną chce kupić nierolnik, do akcji wkracza Agencja Nieruchomości Rolnych (ANR). Od lipca zeszłego roku, odkąd weszła w życie ustawa o kształtowaniu ustroju rolnego, agencja ma prawo pierwokupu ziemi, czyli nabycia gruntu po cenie, na jaką strony się umówiły. Na przeszło 74 tys. zarejestrowanych w ostatnim roku umów sprzedaży skorzystano z tego prawa zaledwie w 60 przypadkach.

Choć ANR nie pali się do skupowania ziemi, to przysługujące jej prawo pierwokupu podziałało ostrzegawczo. Sztuczne zaniżanie ceny transakcji po to, by zapłacić niższy podatek od czynności cywilnoprawnych, stało się bardzo ryzykowne.

Odrolnienie kosztuje

Odrolnienie to nic innego, jak wyłączenie gruntu z produkcji rolnej i zmiana jego przeznaczenia na inwestycyjny.

Im słabsza ziemia, tym szybsze procedury. Grunty klasy V i VI może odrolnić gmina. Żyźniejsze ziemie klasy IV, jeśli jest ich więcej niż hektar, odrolnia wojewoda. Najgorzej jest z gruntami klasy od I do III, zwłaszcza gdy jest ich więcej niż pół hektara. Gmina musi wystąpić do ministra rolnictwa, a on je może odrolnić lub nie.

Z żyznymi ziemiami jest więcej kłopotów. Gdy na odrolnionym gruncie ma powstać komercyjna inwestycja, za zmianę przeznaczenia trzeba będzie dodatkowo zapłacić. I to wcale niemało. Nawet równowartość 750 ton żyta za 1 ha! Licząc po 500 zł za tonę, daje to niebagatelną sumę 375 tys. zł!

Z wysokich opłat zwolnione jest budownictwo mieszkaniowe. Ale uwaga! W przypadku domu jednorodzinnego nie wolno zabudować więcej niż 5 arów powierzchni. Gdy chodzi o budynek wielorodzinny, powierzchnia zabudowy nie może przekroczyć 200 m kw. na każdy lokal.

Siedlisko

Żeby uniknąć zmagań z odrolnieniem i zdobywaniem pozwoleń na budowę, najlepiej kupić siedlisko z domem i je rozbudować. Zamożniejsi mogą skorzystać z innego pomysłu - kupić tyle ziemi, ile wynosi powierzchnia przeciętnego gospodarstwa rolnego w danej gminie, np. w Załuskach na Mazowszu jest to ok. 7 ha. Na Mazurach średnie gospodarstwo nie przekracza 4-6 ha. Wtedy można postawić wymarzony dom w dowolnym miejscu.
Źródło: forum.brodnica24.info/viewtopic.php?t=4194




 

Powered by WordPress dla [O mnie - Smaczne, zdrowe... wyroby domowe]. Design by Free WordPress Themes.